Pierwszy Ułęż 2014 i od razu sporo przygód

ulez_1.05.2014-2

Na czwartkowym Ułężu padła życiówka, ale nie zaczęło się fajnie.
Dzień wcześniej walczyłem z autem do późna, rano jeszcze mycie z pyłu po cięciu maski, pakowanie i kupa spraw nie związanych, które miałem pozałatwiać.
Nic dobrego z tego nie mogło wyjść i tak tuż po wyjeździe z Ryk maska silnika przybiła piątkę przedniej szybie. Na szczęście na tyle dobrze ze pająk skupił się na naklejce rejestracyjnej, wiec zapiąłem zapinki i poleciałem dalej. Straty to maska do podklejenia w dwóch miejscach od spodu no i szyba.


Na Ułężu mało aut ale rozstawili się tak ze nie było gdzie stanąć wiec trafiło mi się miejsce koło kibla i każdy pytał czy czekam w kolejce ;).
Na pierwszy strzał poszły na przód moje drogowe kola czyli federal 17″, na tył stary federal 255, którego 2szt na poznaniu załatwiłem w 2 okrążeniach, wiec miałem nadzieje ze i te rozlecą się szybko i zwolnię felgi. Chamy trzymały się jak na złość, wiec opyliłem Kenetowi felgi z oponami w gratisie ;).

Przygoda

Na drugi strzał poszedł slick 250 tyl 240 przód w osiemnastu calach na lekkiej feldze. Myślałem że zamulą auto, ale było epicko. Pierwszy przejazd na dogrzanie i już wiedziałem że będzie moc. Drugi przejazd z kostką, atak od razu na rekord bo nie było nad czym się zastanawiać, no i pech chciał że koło domków dogoniłem e30 w specyfikacji mało wyścigowej ;), jadąc za nim bez zmiany biegów z jedną ręką na kierownicy padło 3:10. Nieświadomy tego wyniku drugi przejazd już lekko wkurzony zaatakowałem jeszcze mocniej. I tu zaczyna się przygoda :).

Na nawrocie przy płycie poślizgowej złapałem na wyjściu prawym kołem oponę. Lekko mnie podbiło, na onbordzie prawie nie widać. Ale co tam lece dalej. Lewy poszedl spoko i nastepny lewy to ten ze spadaniem w pole i jeeeeb nie wiadomo z kad i jak wypluło mnie jak szmatę. Ale co tam nie raz tam spadałem, wiec wyprostowanie auta i lece ogniem. Powrot na asfalt prawymi kołami i za chwile flak.


Zjechałem na trawe patrze błotnik to tak nie istniał w 25%, kolo bez powietrza.
Dzwonie do Keneta, dzwonie dzwonie patrze, a tam dym z pod auta…. No to szybko do auta bo sie trawa zapaliła. Slick na trawie i kretowisku nie robi roboty, ale jakos sie wyczołgałem. Kenet dostarczył koło i lewarek. Za kolejne kilka minut podwiózł mi też klucz :D.

Szybka zmiana koła i zjazd na parking. Pompka i jedziemy ze slickiem. Ostatecznie wyszlo ze bok od wewnątrz rozpruty na 3cm. Prawdopodobnie przeciąłem ją przy powrocie na asfalt . Toyo i federal nawet nie jęknęły przy takim manewrze, no ale jest nauka na przyszłość żeby się zatrzymać od razu.

Założyłem federala na przód, ale koło jakoś dziwnie w pozytywie jak by. Przestawił sie camber plate. Wróciłem z ustawieniem na oko do poprzedniej pozycji, ale nadal coś nie tak. No to jeb forum ekspertów w składzie ja serek kenet i coobcio. Odnośnik to błotnik wiec rura i prostowanie, wyszedł lepiej niż przed stłuczką 🙂 Niby koło stoi ok, opinie były lekko podzielone, ale jeszcze godzina jazdy więc szkoda nie spróbować.

Rekord

Szybka karkówka z grilla dodała energii, rozgrzewka, biorę kostkę 3.07 wiec juz jest rekord. Czuć jak przód odpływa, trzeba zmienić technikę jazdy i za wszelką cene wykorzystać atut w postaci slicka 250mm na tyle, czyli wcześniejsze hamowanie, łagodniejsza inicjalizacja zakrętu za to dużo wcześniejszy sandał w podłogę na wyjściu. Korekta ciśnienia mój trzeci pomiarowy i ostatni przejazd dnia 3.06.43. Sam przejazd nie jest idealny, jak to na pierwszym upalaniu po zimie kierowca jeszcze nie rozjeżdżony.

Niedosyt minął mimo ze atak był na zupełnie inny czas. Brak jednej opony pokrzyżował plany, ale sprawdziłem onboardy i na tym, gdzie przecinam slicka w połowie trasy, jestem szybszy 3s od powyższego 3.06, gdybym tylko dojechał do końca …